Witamy Cię serdecznie!

Napad na sklep jubilerski.
Napad na sklep jubilerski.
W piękne sobotnie popołudnie, gdy Jan Kowalski krzątał się po sklepie jubilerskim, którego był właścicielem, nie spodziewał się tego, że dzień ten może skończyć się tak tragicznie dla jego zdrowia i majątku na który pracowało wielu jego przodków, bo przecież sklep jubilerski „Złoty Kieł” cieszył się dużą popularnością wśród mieszkańców miasta i jego okolic. Nikt nie podejrzewał, że ktoś byłby w stanie napaść na ten sklep jubilerski, mimo że wszyscy wiedzieli, że jest on uzbrojony w wiele kamer i systemów alarmowych. Niestety stało się, w sobotę popołudniu, gdy rusz na ulicach miasta stawał się coraz mniejszy, a w oknach powoli zapalały się światła dwóch zamaskowanych osobników płci męskiej wtargnęło do sklepu. Ogólnie było wiadomo, że ten sklep jubilerski ma tylko jedno wejście od ulicy, lecz nieliczni, tylko zaufani ludzie, którzy mieli możliwość pracy i wglądu w tą firmę wiedzieli, że od strony podwórza bloków 12-14 są drzwi do sklepu, lecz rzadko używane, często zastawiane przez samochody, a czasami nawet zastawiane koszami na śmieci. Dwaj złodzieje wtargnęli do sklepu, w chwili gdy właściciel, który wypuścił do domu wcześniej swoją ekspedientkę z powodu choroby jej dziecka, miał zamiar zamknąć zakład i skupić się na wypełnianiu comiesięcznej dokumentacji dotyczącej zysków i dochodów firmy. Wtargnęli oni przez wejście od podwórza, ogłuszyli właściciela, który nawet nie miał sposobności spojrzeć na złodziei. Zrobili to tak skutecznie i z taką siłą, że zagrażało to życiu pana Jana Kowalskiego. Zabrali wszystkie kosztowności znajdujące się w gablotach jak i również wszystkie pieniądze z kasy i schowka na zapleczu. Gdy wyczyścili wszystko doszczętnie, postanowili się wynieść jak najszybciej ze sklepu. Lecz pech chciał, że jeden z nich nie wiadomo nawet kiedy zgubił w sklepie dokumenty, które wsunęły się pod gablotę. Po niedługim czasie od opuszczenia sklepu pan Jan odzyskał przytomności i wezwał policję i pogotowie. Gdy służby te znalazły się na miejscu, okazało się, że właściciel cudem uniknął śmierci, a policja przeszukując lokal w poszukiwaniu śladów, które pomogłyby w zidentyfikowaniu sprawców, znalazły dokumenty Roberta T. Okazało się, że Robert T. współpracował wraz ze swoim kolegą Tomkiem K. i jego żoną Gabrielą K ., która była zatrudniona w sklepie u Jana Kowalskiego. Wszystko było z góry ustalone, ona miała wcześniej wyjść i zostawić właściciela samego, tak żeby nic nie podejrzewał. Złoczyńcy byli tak dobrze przygotowani do napadu, że wyłączyli wcześniej wszystkie kamery i systemy alarmowe. Dzięki zgubionym dokumentom wszystko wyszło na jaw, a sklep jubilerski został uratowany. Właściciel nie musiał zaczynać całej działalności od zera.

 
Design downloaded from free website templates.